Któż z nas nie przeglądał chociaż raz w życiu najsłynniejszej książki z obrazkami, i wcale nie chodzi o Kubusia Puchatka. Kamasutra gościła pewnie gdzieś pod dywanem, u kumpla, za meblami – wszędzie, gdzie miała szansę skryć się przed czujnym okiem rodziców. Ten, jak to by ładnie powiedzieć (w sumie zacytować), „traktat indyjski w sanskrycie na temat seksualności i zachowań seksualnych”, to dla wielu biblia. Z pewnością czerpała z niej również pewna niemiecka para, która postanowiła, niczym zapomniany już Turbodymomen, zawstydzić autora oryginału.
Jak można zawstydzić autora księgi, która liczy setki pozycji seksualnych? Najlepiej wymyślić nową. Ręki uciąć nie dam, bo nie pamiętam, czy czasem nie pojawiła się gdzieś na kartach Kamasutry, ale coś mi się wydaje, że nikt nie wpadł na to, aby uprawiać seks na parapecie. A już na pewno nikt nie był na tyle sprytny, żeby połączyć seks na parapecie ze spadnięciem z niego. A już na pewno na pewno nie była to para kochanków. A już... O dość, wystarczy.
Historia, mimo pewnej dramaturgii (czyt. spadanie z parapetu sześć metrów na ziemią), jest naprawdę zabawna. Otóż wspomniana para kochanków (30-letnia Mirja i 28-letni Robert) tak ostro zabawiała się przy otwartym oknie, że w końcu przed wypadnięciem nie powstrzymało ich ani okno, ani owiany już legendą parapet. Upadek z sześciu metrów zakończył się licznymi złamaniami i uszkodzeniami czaszki.
Wiem, wiem, mało to śmieszne. Ciekawiej jednak robi się w drugim akcie tego przedstawienia, w którym kochankowie trafiają do szpitala. Kurtyna idzie w górę, a za nią czeka już mąż. Nie, nikt nie powiadomił go o zdradzie małżonki. Nieszczęśnik sam leżał w szpitalu po tym, jak dzień wcześniej spadł z dachu, na którym pracował. To się nazywa przewrotność losu.
Paweł Myśliwiec
Zobacz również:
Dramat w oparach czarnego dymu! (VIDEO)
Nagranie wprost z bytomskiego osiedla, gdzie kilka dni temu doszło do ogromnego pożaru. Akcja ratunkowa nie potoczyła się tak jak należy.
Wkurzyła go żona, więc... WYSKOCZYŁ Z AUTA!
Nie mógł się dogadać z małżonką, więc otworzył drzwi rozpędzonego samochodu i "wyszedł". Jest w stanie krytycznym.
Jesteśmy na Facebooku, a Ty? Dołącz do nas na Facebook.com/mężczyzna.
oceń artykuł:

ocena: +3
Dodaj komentarz
Komentarze (3)
Któż z nas nie przeglądał chociaż raz w życiu najsłynniejszej książki z obrazkami, i wcale nie chodzi o Kubusia Puchatka. Kamasutra gościła pewnie gdzieś pod dywanem, u kumpla, za meblami – wszędzie, gdzie miała szansę skryć się przed czujnym okiem rodziców. Ten, jak to by ładnie powiedzieć (w sumie zacytować), „traktat indyjski w sanskrycie na temat seksualności i zachowań seksualnych”, to dla wielu biblia. Z pewnością czerpała z niej również pewna niemiecka para, która postanowiła, niczym zapomniany już Turbodymomen, zawstydzić autora oryginału.
Jak można zawstydzić autora księgi, która liczy setki pozycji seksualnych? Najlepiej wymyślić nową. Ręki uciąć nie dam, bo nie pamiętam, czy czasem nie pojawiła się gdzieś na kartach Kamasutry, ale coś mi się wydaje, że nikt nie wpadł na to, aby uprawiać seks na parapecie. A już na pewno nikt nie był na tyle sprytny, żeby połączyć seks na parapecie ze spadnięciem z niego. A już na pewno na pewno nie była to para kochanków. A już... O dość, wystarczy.
Historia, mimo pewnej dramaturgii (czyt. spadanie z parapetu sześć metrów na ziemią), jest naprawdę zabawna. Otóż wspomniana para kochanków (30-letnia Mirja i 28-letni Robert) tak ostro zabawiała się przy otwartym oknie, że w końcu przed wypadnięciem nie powstrzymało ich ani okno, ani owiany już legendą parapet. Upadek z sześciu metrów zakończył się licznymi złamaniami i uszkodzeniami czaszki.
Wiem, wiem, mało to śmieszne. Ciekawiej jednak robi się w drugim akcie tego przedstawienia, w którym kochankowie trafiają do szpitala. Kurtyna idzie w górę, a za nią czeka już mąż. Nie, nikt nie powiadomił go o zdradzie małżonki. Nieszczęśnik sam leżał w szpitalu po tym, jak dzień wcześniej spadł z dachu, na którym pracował. To się nazywa przewrotność losu.
Paweł Myśliwiec
Zobacz również:
Dramat w oparach czarnego dymu! (VIDEO)
Nagranie wprost z bytomskiego osiedla, gdzie kilka dni temu doszło do ogromnego pożaru. Akcja ratunkowa nie potoczyła się tak jak należy.
Wkurzyła go żona, więc... WYSKOCZYŁ Z AUTA!
Nie mógł się dogadać z małżonką, więc otworzył drzwi rozpędzonego samochodu i "wyszedł". Jest w stanie krytycznym.
oceń artykuł:

ocena: +3
Komentarze (3)
podziwiam ich ;)
jak sie kochac to na maksa;p
o cholera hahahahaha :D
jak się kochać to bez majtek...:D