W ostatnią sobotę prezydent Lech Kaczyński ostatecznie ratyfikował Traktat Lizboński. Nad podjęciem decyzji zastanawiał się długo, bo (jak ktoś to skrupulatnie wyliczył) aż 557 dni. Jednak wreszcie się udało i (na szczęście) nie nam należy się tytuł hamulcowego Europy, bo pod dokumentem wciąż brakuje podpisu prezydenta Czech. W uroczystościach wzięli udział także Barroso, Buzek, Tusk i wielu innych gości. Po referendum w Irlandii, które zakończyło się wynikiem pozytywnym dla Traktatu, prezydent nie miał już oporów i postanowił się pod nim podpisać. Niestety, tu pojawiły się nieoczekiwane kłopoty...
W kluczowym momencie, specjalnie przygotowane na tę okazję pióro, odmówiło posłuszeństwa. Prezydent siłował się z nim, potrząsał, ale nic z tego nie wychodziło. Piękne pióro na nic się zdało i Traktat został podpisany przy pomocy zwykłego długopisu. Co istotne – felerny przedmiot miał być przekazany na aukcję charytatywną.
Prezydencki minister, Paweł Wypych, żartował, że wybrakowane pióro powinno zostać ukarane. Jak podkreślił – tego nie było w scenariuszu, ale zdaje sobie sprawę, że zabawny moment prawdopodobnie przejdzie do historii. Jarosław Kuźniar z TVN24 w rozmowie z ministrem złośliwie stwierdził, że złożenie podpisu nie jest trudnym zadaniem i powinno zająć około 3 sekund. Co ciekawe, prezydent wcale nie obraził się z powodu tej ironii. Wręcz przeciwnie! Przesłał do redaktora własnoręcznie podpisany liścik, w którym stwierdza: „Miał Pan rację – składanie podpisu pod Traktatem Lizbońskim trwało rzeczywiście 3 sekundy”. Na koniec słowa uznania dla dziennikarza i sympatyczne życzenia.
Spodziewaliście się tego po Lechu Kaczyńskim? Kojarzony do tej pory z zaciśniętymi pięściami i zębami – chyba skutecznie zmienia swój wizerunek. Ostatni eurosceptyk w kancelarii prezydenta, czyli złośliwe pióro, trafi ostatecznie na aukcję.
Patryk Latacz
oceń artykuł:

ocena: +6
Dodaj komentarz
Komentarze (5)
W ostatnią sobotę prezydent Lech Kaczyński ostatecznie ratyfikował Traktat Lizboński. Nad podjęciem decyzji zastanawiał się długo, bo (jak ktoś to skrupulatnie wyliczył) aż 557 dni. Jednak wreszcie się udało i (na szczęście) nie nam należy się tytuł hamulcowego Europy, bo pod dokumentem wciąż brakuje podpisu prezydenta Czech. W uroczystościach wzięli udział także Barroso, Buzek, Tusk i wielu innych gości. Po referendum w Irlandii, które zakończyło się wynikiem pozytywnym dla Traktatu, prezydent nie miał już oporów i postanowił się pod nim podpisać. Niestety, tu pojawiły się nieoczekiwane kłopoty...
W kluczowym momencie, specjalnie przygotowane na tę okazję pióro, odmówiło posłuszeństwa. Prezydent siłował się z nim, potrząsał, ale nic z tego nie wychodziło. Piękne pióro na nic się zdało i Traktat został podpisany przy pomocy zwykłego długopisu. Co istotne – felerny przedmiot miał być przekazany na aukcję charytatywną.
Prezydencki minister, Paweł Wypych, żartował, że wybrakowane pióro powinno zostać ukarane. Jak podkreślił – tego nie było w scenariuszu, ale zdaje sobie sprawę, że zabawny moment prawdopodobnie przejdzie do historii. Jarosław Kuźniar z TVN24 w rozmowie z ministrem złośliwie stwierdził, że złożenie podpisu nie jest trudnym zadaniem i powinno zająć około 3 sekund. Co ciekawe, prezydent wcale nie obraził się z powodu tej ironii. Wręcz przeciwnie! Przesłał do redaktora własnoręcznie podpisany liścik, w którym stwierdza: „Miał Pan rację – składanie podpisu pod Traktatem Lizbońskim trwało rzeczywiście 3 sekundy”. Na koniec słowa uznania dla dziennikarza i sympatyczne życzenia.
Spodziewaliście się tego po Lechu Kaczyńskim? Kojarzony do tej pory z zaciśniętymi pięściami i zębami – chyba skutecznie zmienia swój wizerunek. Ostatni eurosceptyk w kancelarii prezydenta, czyli złośliwe pióro, trafi ostatecznie na aukcję.
Patryk Latacz
oceń artykuł:

ocena: +6
Komentarze (5)
ciekawe jaką cene osiągnie to pióro.
znajac nasz rząd kosztowalo miesięczna pensje srednio zarabiającego polaka ;/
co ma rząd do prezydenta? to przeciwieństwa :)
syf kiła mogiła i jeszcze kaczka zdradziła
jakież to ciekawe... ;|
ojej ;d